Większość osób uważa, że skuteczne usunięcie żylaków wymaga inwazyjnej operacji i bolesnego usuwania żył. Tymczasem najnowocześniejsze techniki medyczne dowodzą czegoś zupełnie odwrotnego. Najlepsze efekty osiąga się, pozostawiając żyłę na miejscu i zamykając ją od środka.
Jeśli zmagasz się z uczuciem ciężkości nóg czy widocznymi pajączkami, prawdopodobnie słyszałeś o ablacji. To nie jest kolejny zabieg kosmetyczny, ale uznana na całym świecie, rutynowa procedura o skuteczności sięgającej 98%. Zobacz co to jest i w jaki sposób działa.
Spis treści:
- Czym jest ablacja żył i dlaczego warto ją rozważyć?
- Flebogrif – polska innowacja w walce z żylakami
- Dlaczego system flebogrif to przełom w komforcie pacjentów?
Czym jest ablacja żył i dlaczego warto ją rozważyć?
Ablacja żył to minimalnie inwazyjna technika, która zrewolucjonizowała światową flebologię. Zamiast fizycznie usuwać chore naczynie poprzez bolesne nacięcia skóry i jego wyrywanie, lekarz zamyka je od wewnątrz. Tradycyjne metody wewnątrzżylne, takie jak ablacja laserowa (EVLT) czy zabiegi falami radiowymi (RFA), wykorzystują do tego celu wysoką temperaturę.
Choć te termiczne rozwiązania są wysoce skuteczne, generują ciepło, które wymusza zastosowanie rozległego znieczulenia miejscowego wzdłuż całego przebiegu żyły. Procedura ta bywa niekomfortowa, a w rzadkich przypadkach niesie ryzyko uszkodzenia sąsiadujących z żyłą nerwów. Dlatego naukowcy zaczęli poszukiwać rozwiązania, które zachowa wysoką skuteczność, ale zminimalizuje obciążenie dla organizmu pacjenta. Tak właśnie narodziła się idea zamykania naczyń bez użycia ciepła.
Flebogrif – polska innowacja w walce z żylakami
Flebogrif to niezwykle innowacyjny, opracowany w Polsce system medyczny, który służy do zamykania niewydolnych pni żylnych. Za jego koncepcją stoi uznany chirurg naczyniowy, profesor Piotr Ciostek. System ten opiera się na technice określanej jako mechaniczno-chemiczna ablacja żył (MOCA).
Zabieg ten stanowi genialne w swojej prostocie połączenie dwóch mechanizmów: mechanicznego uszkodzenia wewnętrznej warstwy żyły oraz chemicznego działania substancji obliterującej. Cała procedura wykonywana jest bez użycia skalpela, co oznacza brak szpecących blizn i krwiaków.
Jak dokładnie przebiega mechaniczno-chemiczna ablacja żył?
Proces leczenia systemem Flebogrif jest bezpieczny i precyzyjnie kontrolowany. Lekarz, posługując się obrazem z aparatu USG, wprowadza do światła chorej żyły bardzo cienki cewnik przez jedno minimalne nakłucie w skórze. Końcówka cewnika wyposażona jest w elastyczne mikrodruciki, które przypominają w swoim ułożeniu parasolkę lub szczoteczkę.
Podczas delikatnego wycofywania cewnika, wysunięte druciki drażnią ścianę naczynia, zwaną śródbłonkiem. To mechaniczne działanie powoduje skurcz żyły. Jednocześnie, dokładnie w tym samym miejscu, uwalniana jest z cewnika aktywna piana sklerotyzująca. Mikrouszkodzenia wywołane przez druciki sprawiają, że piana działa znacznie mocniej i skuteczniej, niż gdyby podano ją do nienaruszonego naczynia. W efekcie żyła zapada się, włóknieje, a w ciągu kilku miesięcy zostaje naturalnie wchłonięta przez organizm. Krew płynnie znajduje sobie nową drogę przez sąsiadujące, zdrowe naczynia.
Dlaczego system flebogrif to przełom w komforcie pacjentów?
Najważniejszą zaletą tej metody jest całkowity brak wykorzystania energii cieplnej. Nietermiczna ablacja żył eliminuje ryzyko oparzeń tkanek oraz minimalizuje niebezpieczeństwo uszkodzenia delikatnych nerwów czuciowych. Oznacza to również, że pacjent nie musi przyjmować znieczulenia tumescencyjnego – serii bolesnych zastrzyków znieczulających, które są konieczne przy zabiegach laserowych.
Cały proces zamykania żyły systemem Flebogrif trwa zaledwie około 30 minut. Odbywa się w zwykłym trybie ambulatoryjnym, a jedynym dyskomfortem jest moment początkowego nakłucia żyły, porównywalny do standardowego pobrania krwi.
Flebogrif to idealne rozwiązanie dla osób, które chcą pozbyć się żylaków, a jednocześnie chcą uniknąć długiego powrotu do zdrowia i sprawności. Sprawdź czy jest to metoda dla Ciebie i umów się na konsultację.
